Anty marketing anty polityczny
Blog > Komentarze do wpisu

Budapeszt: Na prawo od rozumu

Mam słabość do Węgier i Węgrów. I może trochę tracę przy tym głowę. Cóż, gdy w grę wchodzą emocje – rozsądek zostaje na dalszym planie. Wyznaję więc sam nieco zażenowany: ucieszyło mnie wyborcze zwycięstwo węgierskiej... prawicy.

W niedzielę 6 kwietnia Węgrzy wybierali Parlament

 

Nie jestem fanem tendencji autorytarnych, kontrolowania niewygodnych mediów, spłaszczania skali podatkowej czy pogłębiania relacji z Moskwą w obliczu wchłonięcia Krymu przez Rosję. Te wszystkie rzeczy robił rząd Viktora Orbana. Na jego partię FIDESZ, czyli dawny Związek Młodych Demokratów, europejska lewica od dawna spoglądała bardzo krzywo. Za to rodzima prawica, szczególnie ta spod znaku PiS, patrzyła nieomal z uwielbieniem. Stąd wypływało formułowane przez Kaczyńskiego żądanie „Budapesztu w Warszawie” i stąd zachwyty hipsterprawicy nad popularnością ludowych tańców wśród wielkomiejskiej młodzieży węgierskiej. Ta ślepa miłość prawej strony polskiej sceny politycznej do Orbana ostatnio przygasła w obliczu jego ocieplenia relacji z Rosją. Dziś więc nad Wisłą do węgierskich sympatii nie przyznaje się niemal nikt.

W tej sytuacji sam podejmuję to niekoniecznie racjonalne uczucie. Tym chętniej, że całkiem niedawno byłem w Budapeszcie. Świeciło słońce, Dunaj wolno płynął, a przez handlową Vaci Utca przewalały się tłumy. Jak zwykle zachwycała pesztańska secesja, zamek w Budzie majestatycznie górował nad miastem, a nocą dech zapierała panorama z Góry Gellerta i skąpany w świetle lamp Plac Bohaterów, na którym ustawiono kolorowy napis BUDAPESZT. Czysto, schludnie, pięknie. I niemal żadnych reklam. Wielkoformatowej siatki – ani jednej, billboardu w centrum też nie widziałem, jedynie gustowne słupy na afisze i eleganckie citylighty na przystankach. Europa – przy której Kraków ze swoim Wawelem staje się ponurą prowincją, a upstrzona reklamami Warszawa – jakimś wschodnim dziwadłem.

Plac Bohaterów nocą

Trwała kampania wyborcza: w mieście odbywały się wiece, spokojne i godne, ich uczestnicy rozchodzili się z placów zwijając transparenty i narodowe flagi. Na plakatach skrajnie prawicowego Jobbika „życzliwe” lewicowe ręce dorysowywały swastyki,  lewicowcom z koalicji zbudowanej wokół partii socjalistycznej – doklejano wyszczerzone w grymasie zęby. Orban z reklam spokojnie spoglądał na wyborców, wyraźnie przekonany o czekającej go wiktorii.

I tak też się stało. FIDESZ zwyciężył w cuglach – osiągając nie tylko zdolność samodzielnego rządzenia, ale i większość wystarczającą do dalszych zmian w Konstytucji. Media w Polsce ruszyły do ataku (pomijając fakt, że umiarkowanie się węgierskimi wyborami interesowały). A ja napisałem przekorny komentarz na lewica.pl:

Polskie media dworują z Orbana, że zapatrzył się w Putina i chce grać rolę macho. Lewica i liberałowie zarzucają mu ciągoty autorytarne. Centrum mówi o skutecznym populizmie. Jedno jest pewne - Orban zamachnął się na światowy system bankowy i międzynarodowe korporacje. A Węgry... dobrze na tym wyszły.

Deficyt mają najniższy od dekady, dochody państwa wzrosły, ludziom żyje się lepiej. Taką prawicę nawet lewica powinna popierać. Zwłaszcza gdy ci, co lewicą się mienią, realizowali zupełnie aspołeczny program.

Padło parę gorzkich odpowiedzi. Czasami całkiem trafnych i słusznych. Ale ja trzymam się swojej sympatii do Węgier i naprawdę gotów jestem cieszyć się z triumfu FIDESZ-u. Bo ta partia pokazała międzynarodowym banksterom, że bynajmniej nie trzeba im ulegać, to raz. A dwa – co najważniejsze – że walcząc z „inwestorami” można poprawiać warunki bytu społeczeństwa. Mając świadomość różnych karygodnych posunięć Orbana, uważam, że wyborczy sukces węgierskiej prawicy zapewnił jej… lewicowy aspekt jej programu. A dodatkowo pomogła kompromitacja centrolewicy, która przygarnęła na swoje listy polityków odpowiedzialnych za kryzys finansowy, który nad Dunajem wybuch pod koniec pierwszej dekady XXI w., w dużej mierze za sprawą aliansu ówczesnych władz ze środowiskami finansistów.

Trzymam więc kciuki za Węgrów – by dalej mogli się cieszyć poprawą swojego życia. A jednocześnie czujnie patrzyli na swoją prawicę, bo tak autorytarne zapędy Orbana, jak i wysokie poparcie dla skrajnego Jobbika może i powinno budzić niepokój. Dopóki jednak będzie rósł dobrobyt, a ludzie oddalać się będą od upodlenia i upokorzenia, dopóty – tak w każdym razie wierzę – samo  społeczeństwo będzie miało siłę, by powstrzymać te negatywne tendencje. A politykom raz skompromitowanym ponownie ufać nie będzie.

wtorek, 08 kwietnia 2014, billbordowy

Polecane wpisy

  • Wyróżnienie na Art Moves

    Tegorocznej edycji międzynarodowego festiwalu Sztuki na Billboardach Art Moves przyświeca hasło "Co ma wartość? Czy wszystko da się kupić za pieniądze?". N

  • List otwarty do Prezydenta Majchrowskiego

    Szanowny Panie Prezydencie! Proszę o Pańską interwencję w sprawie nielegalnego nośnika reklamowego w centrum Krakowa, w którym zamieszkały osoby bezdomne, oraz

  • Życie jak w reklamie

    Wraz z  Antygencją  zdołaliśmy zainteresować dziennikarzy tematem ludzi mieszkających w... reklamie! Kilka osób zwracało mi uwagę, że alarmując media

  • Budapeszt

    Jak zwiedzić Budapeszt z psem w 13 h? Znaleźć psiolubny hotel w centrum miasta, wstać o świcie, wypić kilka kaw i w drogę! Zacznijmy, więc od hotelu. Przy posz

  • Węgry bez zmiany czasu!

    Witam po dłuższej przerwie! Przyznam, że trochę się zagapiłem i zaniechałem aktualizowanie bloga... a chciałbym to robić na bieżąco. Ostatnio nadeszła jesień i