Anty marketing anty polityczny
RSS
sobota, 29 marca 2014
Wracam do spotkania z prof. Karolem Modzelewskim. Poprzednio pisałem, co o jego książce „Zajeździmy kobyłę historii” powiedział prof. Andrzej Kurz. Teraz – chyba nawet ciekawsze! – opinie i poglądy jej Autora na tematy historyczne i aktualne, wywołane podczas spotkania przez czytelników. O Kaczyńskich, o Wałęsie, o Kuklińskim. A także o planie Balcerowicza, OFE, ideologii neoliberalizmu, orędziu Putina na temat przejęcia Krymu przez Rosję… Na temat, w punkt i czasem bardzo ostro!
poniedziałek, 24 marca 2014
Długo trwało spotkanie z prof. Karolem Modzelewskim w krakowskim Centrum Kultury Żydowskiej. Grubo ponad dwie godziny rozmów i dyskusji. I, jak za dawnych czasów, blisko godzinne stanie w kolejce po autograf. Misja zakończona pełnym powodzeniem, ale relacji tylko część. Dziś o książce Modzelewskiego "Zajeździmy kobyłę historii". O dyskusji i ciekawych sądach autora publikacji na tematy historyczne i bieżące - następnym razem.
piątek, 21 marca 2014
Hunwejbini neoliberalizmu zawsze gardłują przeciw podatkom. Widzą w nich rodzaj haraczu, który z obywateli zdziera państwo. Tymczasem lewica podatków broni jak niepodległości. Uważam, że w tym sporze nie podatków trzeba bronić, lecz tego, co im zawdzięczamy. Bo wówczas czytelnie można obalić argument o ich z gruntu rzekomo złodziejskim charakterze.
wtorek, 18 marca 2014
Stało się: po blisko 25 latach mniej lub bardziej ożywionej działalności politycznej zdecydowałem się na start w wyborach. Mam reprezentować PPS na liście Partii Zieloni w wyborach do Europarlamentu. Słaba partia? Słabe szanse? Słaby pomysł? Wręcz przeciwnie – wyjątkowo dobra okazja, by powalczyć o zmianę świata. Kampania ledwo się zaczęła, a już widzę pierwsze pozytywne efekty mojej decyzji.
środa, 12 marca 2014
W ramach krakowskiego „Tygodnia Mózgu” prof. Jerzy Vetulani wygłosił dziś wykład „Medyczne zastosowanie marihuany”. Sala pękała w szwach, a zgromadzone w niej tłumy – ze śmiechu. Profesor bezbłędnie i zabawnie obnażał bezsens kryminalizacji trawy. Mnie jednak specjalnie do śmiechu nie było. Dlaczego? O tym na koniec notki. Najpierw o samym wykładzie.
wtorek, 11 marca 2014

W Dzień Kobiet byłem na krakowskiej Manifie. I muszę powiedzieć, że prawie wszystko mi się na niej podobało.

Szczególnie podobało mi się, że:

- uczestniczyło w niej tak wiele osób (200, których doliczyła się policja, każe mieć poważne wątpliwości co do kompetencji stróżów prawa, przynajmniej tych rachmistrzowskich)

- prócz licznie obecnych kobiet, na Manifie było również wielu facetów

- poprzez udział rodzin z dziećmi Manifa nabiera wielopokoleniowego wymiaru

- dopisała pogoda i pogoda ducha również

- było dużo uśmiechu, radości i szczęścia, nie brakowało śpiewu, muzyki i tańca

- Krakowski Chór Rewolucyjny zaśpiewał kilka pieśni, w tym hymn polskiej spółdzielczości (Oto staje nas wolna gromada)

- krakowski zespół Samba Ka nie tylko robił wielkie „bum-bum” i fantastycznie zagrzewał do marszu, ale również przywdział anarchofeministyczne barwy czarno-fioletowe, by wyrazić solidarność z ukraińskimi anarchofeministkami, zagrożonymi w swej ojczyźnie przez ataki skrajnej prawicy

- Manifę zwieńczył żywiołowy układ taneczny „One Billion Rise”, będący protestem przeciw przemocy wobec kobiet

- na pierwszy plan wysunęły się postulaty ekonomiczno-społeczne, a „obyczajówka” stanowiła barwne, ale jednak tło

- największy aplauz wzbudziło żądanie porzucenia horrendalnego pomysłu organizacji zimowej olimpiady w Krakowie w 2022 r.

A jednak nie wszystko mi się podobało. Przykre były dwie rzeczy:

1.      Pod Manifę podłączyła się kilkunastoosobowa grupka obrońców „życia poczętego”, która udowodniła, że można bronić „dzieci nienarodzonych” krzywdząc te narodzone i już świadome. Obrazy, którymi epatowali przedstawiciele „ruchu pro-life” dorosłych mogły zniesmaczać, a dzieci po prostu przerażać.

2.      Po Manifie bojówkarze usiłowali zakłócić after-party w klubie Piękny Pies na Kazimierzu. Cuchnąca substancja wrzucona do lokalu odniosła jednak odwrotny do zamierzonego skutek. Prawicowy smród objął jedynie pierwszą salę klubu, co spowodowało tyle, że więcej ludzi weszło na salę drugą, gdzie odbywał się biletowany koncert, będący benefitem na Manifę.

Za rok z pewnością wybiorę się ponownie. Choć wolałbym, żeby przynajmniej niektóre z postulatów przestały być aktualne. To jednak wymaga ciągłej walki. Bez presji na władze zmiany nie będzie. Jak mówią organizatorki tegorocznej Manify: Samo się nie zrobi!

sobota, 08 marca 2014

Mamy problem z dziedzictwem PRL-u. Na fali słusznego oburzenia na jego niesłuszne praktyki, niesłusznie skreślamy jego słuszne osiągnięcia. Jedną z ofiar potępiania w czambuł wszystkiego, z czym kojarzy się miniony ustrój, jest niestety Dzień Kobiet. 

 

Tymczasem dzień ten przecież piękne ma tradycje. I jest wyrazem bardzo pozytywnych uczuć. Choć w mediach i ustach różnych prześmiewców wciąż słychać idiotyczne teksty o goździkach, rajstopach i kawie, wręczanych kobietom w latach PRL w zakładach pracy. Co bardziej złośliwi przypominają też, że dzień ten był okazją do picia przez mężczyzn wódki "za zdrowie pań". W dobrym więc tonie być rzekomo powinno ignorowanie tego "po-komunistycznego złogu".

A jak jest w rzeczywistości? Po pierwsze, Dzień Kobiet, bardzo mało wspólnego ma z "komuną". Ustanowiony został w 1910 r. przez Międzynarodówkę Socjalistyczną, by upamiętnić walkę amerykańskich pracownic o swoje prawa ekonomiczne. A służyć miał przede wszystkim krzewieniu idei praw kobiet i zagwarantowania im praw demokratycznych, z prawem wyborczym na czele. 

Po drugie, o ile w PRL Dzień Kobiet miał głównie wymiar propagandowy, o tyle obecnie musimy, niestety, wrócić do jego źródeł. Jeśli dziś w pracy panie nie dostają kawy i rajstop, to dlatego że trudno im o pracę (trudniej niż mężczyznom), choć kawy i rajstop jest wszędzie pełno.

Po trzecie wreszcie, polecam osobisty eksperyment. Złóżcie dziś panowie dowolnej kobiecie życzenia z okazji Międzynarodowego Dnia Kobiet, może nawet poparte tulipanem (o goździki rzeczywiście niełatwo). I przekonajcie się sami, czy ten gest zostanie potratowany jako tęsknota za "słusznie minionym systemem", czy po prostu jako sympatyczny wyraz ciepłych międzyludzkich uczuć. A może nawet świadomości, że kobiety są nam wszystkim do szczęścia potrzebne.

A zatem: Niech się święci 8 Marca! Paniom z okazji Międzynarodowego Dnia Kobiet życzę wszystkiego najlepszego! A panów zachęcam do udziału w Manifach, które ostatnio coraz częściej koncentrują się na problemach, leżących u podwalin tego święta. I oznaczają walkę o polityczne i ekonomiczne równouprawnienie kobiet i mężczyzn. 

Sam właśnie wychodzę demonstrować na krakowski Rynek. Bo jeśli chcemy zmieniać świat, musimy być aktywni. "Samo się nie zrobi" - mówią organizatorki krakowskiej Manify. A ja się z nimi zgadzam, jednocześnie bynajmniej nie czując się... pantoflem.

czwartek, 06 marca 2014

Radio KRK FM 102,4:
"Od 1 marca rondo na skrzyżowaniu ulic Mazowieckiej, Sienkiewicza i Świętokrzyskiej nosi imię Żołnierzy Wyklętych. Czy i Dąbrowszczacy zostaną w ten sposób upamiętnieni w naszym mieście? - Zapominamy o bohaterach z drugiej strony barykady politycznej, o Dąbrowszczakach mianowicie. Wydaje mi się, że oni są równie dobrym, a może nawet lepszym przykładem od Żołnierzy Wyklętych walki o cudzą wolność - powiedział w "Pulsie Miasta" na antenie KRK FM Marek Tobolewski z Polskiej Partii Socjalistycznej. Warto przypomnieć, że do 1989 r. Osiedle Przy Arce w Bieńczycach upamiętniało w swojej nazwie Dąbrowszczaków".


http://krk.fm/krakow-uczci-zolnierzy-dabrowskiego

środa, 05 marca 2014

Nie mam problemu z oddaniem hołdu tzw. Żołnierzom Wyklętym. Bo choć w tej grupie z prawdziwymi bohaterami miesza się osoby bynajmniej nie kryształowe, czasem wręcz mające na sumieniu czyny haniebne, nie godzi się, by wymazywać ich z polskiej historii. Jakkolwiek trudna by ona nie była, źle, gdy dla doraźnych celów politycznych skreśla się ludzkie życiorysy i skazuje je na zapomnienie. 

Dziś klątwa już jakby opadła. Wyklęci doczekali się swojego święta. Ostatnio w Krakowie ich imieniem nazwano jedno z rond. To skłoniło mnie do przypomnienia innych "wyklętych", wymazywanych z kart historii już dwukrotnie: najpierw w II RP, a obecnie przez "politykę historyczną" a'la PiS. I dla portalu krowoderska.pl napisałem tekst o Dąbrowszczakach.


"Byli niepokorni. Tak właśnie: niepokorni. A za swą niepokorność nie dostali ani własnych programów telewizyjnych, ani rubryk w poczytnych tygodnikach. Dostali faszystowską kulę w łeb albo dyshonor od władz własnego państwa".

Dziś się ukazał i znaleźć go można tu: http://krowoderska.pl/skwer-dabrowszczakow/

A jutro, czyli w czwartek, o 8.30 rano o uczczeniu ich pamięci będę mówił w krakowskim radiu KRK. Zapraszam na 102,4 FM.



poniedziałek, 03 marca 2014
Gdyby żył, Jacek Kuroń kończyłby dziś 80 lat. Niestety, nie żyje. Sam mogę tylko powspominać swoje jedyne z nim spotkanie.
 
1 , 2