Anty marketing anty polityczny
RSS
czwartek, 22 maja 2014

TTIP to prawdopodobnie najważniejsza umowa handlowa w historii Unii Europejskiej. W Polsce nawet podczas eurokampanii najchętniej się o niej… milczy – mówi Dominika Cosić, brukselska korespondentka polskich mediów, w rozmowie, którą przeprowadziłem z nią dla Lewica.pl.

W Polsce pomimo trwającej euro kampanii pojawiają się co najwyżej pojedyncze głosy na temat TTIP. Jak Pani myśli, dlaczego?

Może się narażę, ale moim zdaniem powodem jest wysoki poziom ignorancji w Polsce. To nie jest u nas temat medialny. O wiele łatwiej jest napisać, że była jakaś słowna przepychanka w Parlamencie Europejskim, policzyć majątek eurodeputowanych czy napisać o przywilejach, jakimi się cieszą. To może też jest ważne, ale nie najważniejsze. 

Cały wywiad na lewica.pl

Tagi: Cosić TTIP
12:34, billbordowy
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 20 maja 2014

Ciekawa zmiana zaszła w Krakowie. Poprzednia ekipa "promująca" Igrzyska - robiła to dyskretnie, by po cichu obłowić na procesie aplikacyjnym. Obecna - szasta pieniędzmi na prawo i lewo. A dumnie prezentując swoje apanaże mówi krakowianom: nie bójmy się wydatków! To inwestycja! Skok na prawdziwie wielką kasę!  

Egoistyczny argument powtarzany jest jak zdarta płyta: dzięki Olimpiadzie, o której mają decydować krakowianie, na nasze miasto ma spaść deszcz pieniędzy z Warszawy, Brukseli i MKOL-u. Naczelny rzecznik olimpijskiej idei deprecjonuje jej przeciwników nazywając ich "stadem owiec, które słuchają fali hejtu, radykalnych partyjek i korzystają z kilku lokalnych pomyłek".

Ale przy urnach głos będą miały właśnie przede wszystkim owce. Bo ich jest o wiele więcej niż żywiących się nimi wilków.  

Dlatego idźmy głosować i pokażmy władzy, że przeciw niej obraca się jej własna arogancja. Mamy referendum, mamy narzędzie. Możemy pokazać naszym reprezentantom, jak bardzo się od nas oderwali. Nikt tu nie wygrał wyborów mówiąc, że będzie Olimpiada. Nikt nie pytał, czy chcemy u siebie igrzysk. Nikt z nami nie konsultował, kto i za jakie pieniądze ma promować kandydaturę Krakowa.

Dziś, żeby lud zechciał poprzeć igrzyska - wykreowano wielką ideę opakowaną w marketingowy "język korzyści".

Słyszymy więc o skoku na kasę. Ale przecież dobrze wiemy, że ta kasa będzie nie dla nas, dla ludu, tylko dla elit. Dla promotorów igrzysk, dla baronów sportowych, dla koncernów, które będą budować i zarządzać, dla PR-owców wiedzących od nas lepiej, co jest dla nas dobre. Skąd to wiemy? Ano... z dotychczasowych doświadczeń! Cudzych, ale i swoich własnych.

Miasta, które dotąd organizowały igrzyska zawsze płaciły za nie więcej niż planowały. Po imprezach zostały im długi, które spłacają mieszkańcy i obiekty, z którymi nie wiadomo, co zrobić, ale płacić za ich utrzymanie trzeba.

W Krakowie na razie wydano "banalne" cztery miliony. Zrzuciliśmy się wszyscy, bo to przecież ze środków publicznych żyje komitet aplikacyjny. A kasa przepadła w kieszeniach garstki ludzi. Logo kosztowało 78 tysięcy, spot jeszcze więcej, a tandetna dmuchana brama - 28 tys.

Teraz mówimy o nieporównanie większych pieniądzach, na które ma się zrzucić cała Polska, a właściwie Unia Europejska. I mamy wierzyć, że one będą wydane sensownie? Bo tak mówią ci, do kieszeni których trafiają te pieniądze?

Przypomnijmy sobie czasy niedemokratyczne. Wtedy igrzyska były prezentem elit dla ludu (żeby się zabawił). Dziś - w dobie demokracji - mają być prezentem ludu dla elit (żeby się obłowiły).

Niektórzy z rzeczników olimpiady mają swój urok, zawadiacką pewność siebie i zdolność do budowania dużych wizji. Ale zapominają o jednym - w demokracji kluczowe jest zaufanie! To władze budują latami - poważnie traktując ludzi jako jej podmiot, służąc społeczeństwu i przejrzyście wydając wspólne pieniądze na wspólnie wytyczane cele. Tego ani w tym projekcie, ani w działaniach MKOL nie ma.

I dlatego wierzę, że krakowianie masowo pójdą do urn. I pokażą władzy, że dość mają jej buty i arogancji. Że nie dadzą się mamić "fajnymi pomysłami", gdy doświadczenie wskazuje, że owa "fajność" to jedynie skala kasy, na którą wykonuje się skok. A zatem - owce do urn! Przy nich wilk nas nie przegłosuje!

poniedziałek, 12 maja 2014
Proolimpijska propaganda Krakowa na ostatniej prostej przed referendum sięga po nowych ludzi i nowy motyw przewodni. Naczelną funkcję pełni teraz argument, że Kraków ma wielką szansę na rozwój, dzięki środkom pozyskanym od innych. To sprytne zagranie na krótką metę wydawać się może korzystne, ale jego długofalowe skutki będą opłakane.
czwartek, 01 maja 2014

Podczas demonstracji 1-Majowej mówiłem o TTIP i krakowskim referendum.

 

Szanowni zebrani!

Przyszliśmy tu dziś, aby świętować Święto Pracy. Ale nie bardzo jest co świętować, bo pracy dzisiaj nie ma. A jeśli nawet jest – to niegodziwa. Na umowie śmieciowej, bez sprawiedliwego wynagrodzenia. Często w ogóle bez wynagrodzenia.

Dlatego swojej obecności tutaj tłumaczyć nie musimy. PPS o prawa pracy walczy, od kiedy istnieje, od 1892 roku. Dlatego dziś, świętując z krakowską lewicą, niesiemy to hasło: Pracy! Płacy! Sprawiedliwości! Bo Polska potrzebuje PPS.

Nieprzypadkowe jest również miejsce naszego dzisiejszego spotkania. Ten pomnik upamiętnia walkę pracowników, a my swą obecnością oddajemy hołd jej ofiarom. Nie można odpowiedzialnie świętować pod tym pomnikiem, nie pamiętając o roli PPS w wydarzeniach z 1936 r.

Ale PPS nie samą tradycją się żywi. „Ruszać z posad bryłę świata” trzeba i dziś. I ruszać trzeba będzie jutro. Bo za chwilę w całej Europie wybory, a w Krakowie – referendum lokalne. Trwa kampania wyborcza. Kilkoro kandydatów mamy tu teraz wśród nas. My, w PPS-ie, popieramy lewicę. Wolimy ją od prawicy – to oczywiste. Ale najbardziej zależy nam na roli demokratycznie wybranego Europarlamentu. A ta obecnie w Unii Europejskiej jest zagrożona. 

Brzmi to jak jakaś teoria spiskowa – ale czy państwo wiecie, że prowadzone są obecnie tajne negocjacje między Unią i Stanami? Że w amerykańskiej ambasadzie w Brukseli spotykają się lobbyści i prawnicy, by ustalać szczegóły TTIP, czyli transatlantyckiej umowy o „wolnym” handlu? Czy w ogóle słyszeliście taki skrót TTIP? Prawdopodobnie nie!

Bo u nas o TTIP się nie mówi. Nie mówią media. Nie mówią politycy. Nie mówią też kandydaci na europosłów. Widocznie wolą dyskusje o Smoleńsku i swoich własnych spotach reklamowych. Czemu zresztą mieliby mówić, gdy również Europarlament od rozmów o TTIP jest odcięty. Ale mamy na szczęście przecieki. I z nich wynika jedno: jeśli choć połowa z nich zostanie wcielona w życie – to ACTA to małe piwo przy TTIP.

Prócz kwestii związanych z prawami autorskimi rozmowy podobno dotyczą wielu kwestii. Żywności genetycznie modyfikowanej, używania hormonów wzrostu w hodowli czy wydobywania gazu łupkowego metodą szczelinowania. A sprawą najbardziej szokującą są plany powołania „trybunałów obrony praw inwestora”, które funkcjonowałyby poza systemem sądowniczym.

Trybunały te mogłyby przyznawać odszkodowania za domniemane straty poniesione w wyniku zmiany prawa. Co to mogłoby oznaczać w polskich realiach? Na przykład władze podnoszą płacę minimalną. To niestety próżne życzenie… Ale załóżmy, że tak właśnie się dzieje. A na to koncerny kierują do trybunału żądanie odszkodowania! Tyle będzie z praw pracowniczych i tyle też będzie… z demokracji. Demokratyczna większość nie będzie w stanie przegłosować garstki bogaczy.

Na szczęście wynegocjowana umowa nie będzie automatycznie przyjęta. By weszła w życie, będzie musiała zostać ratyfikowana przez Europarlament. Ten nowy, ten, który wybierzemy 25 maja. Do wszystkich wyborców, a do wyborców lewicy w szczególności, jako PPS apelujemy: idźcie na wybory, ale pytajcie kandydatów o TTIP. Warto zapamiętać ten skrót: te te i pe.

Jako lewica, polityczna reprezentacja pracowników, pytajmy, co kandydaci o TTIP wiedzą i co zrobią, gdy będą nad umową głosować. Wybierzmy tych, którzy nie sprzedadzą nas, obywateli, koncernom i bankom.

W Krakowie 25 maja prócz kwestii europejskich przesądzać się będą również sprawy lokalne. Odbędzie się referendum. W sprawie zimowych igrzysk olimpijskich, budowy metra, miejskiego monitoringu i ścieżek rowerowych. Zarówno dobór pytań, jak i ich sformułowanie, pachną manipulacją, ale samo referendum jest ważnym precedensem.

Po raz pierwszy, jako mieszkańcy Krakowa, będziemy mogli bezpośrednio oddać swój głos w sprawie przyszłości naszego miasta. Zróbmy to!

Do referendum lokalna klasa polityczna „przekonała się” dopiero pod naporem społecznym. Aby było ważne, potrzebna jest frekwencja minimum 30 procent. Musimy ją osiągnąć, by nas głos był ważny. Jako PPS stoimy więc na stanowisku, że sam udział w referendum ma znaczenie pierwszorzędne. Aby jednak wybór był świadomy, będziemy prowadzić kampanię informacyjną zarówno o referendum, jak i o konkretnych pytaniach.

Dziś świętujemy święto pracy. Spotykamy się tu w gronie lewicy. 25 maja świętujmy demokrację. Spotkajmy się przy urnach wyborczych, byśmy to my decydowali o przyszłości Europy i Krakowa!

 

Zdjęcia: Jakub Włodek / jakubwlodek.blogspot.com